Narrator- Reita
Czwarty grudnia, wieczór. Za oknem sypie pierwszy śnieg. Tak go kochasz Ruki...
Jeszcze rok temu bylismy szczęśliwą parą. Nie potrzebowalismy niczego oprócz siebie nawzajem. Pamiętam, jak spadł pierwszy w roku biały puch. Wstałeś rano uradowany i pociągnąłeś mnie do okna.
-Patrz Rei! - wskazałeś na widok za oknem.
-Widzę kochanie.- pocałowałem Cię w czoło, a potem mocno przytuliłem.
-Pójdziemy na spacer?
-Oczywiście. - tym razem to ja poczułem twoje usta na twarzy.
Tak zachłannie mnie wtedy całowales. Wiedziałeś, że nienawidzę zimy, a pomimo to pójdę z Tobą. Dla Ciebie. Bo czego nie robi się dla osoby, którą się nad zycie kocha?
Chodzę zimnymi uliczkami. Tymi samymi, co rok temu. Jednak coś się zmieniło... No tak. Nie ma Cię. Przecież było nam tak dobrze. Dlaczego odszedłeś? No tak, zapomniałbym. Już mnie nie kochasz. Nie mógłbyś. Nie po tym, co Ci zrobiłem. Bo w pewnym momencie, uznałem, że nie jesteś mi potrzebny. Najwiekszy błąd w moim zyciu...
-Akira! - nie zwarzałem na twoje krzyki. Byłem wtedy jakimś chorym transie...
-Akira, puść mnie! - nie puściłem.... Tylko zacząłem bić jeszcze mocniej. Dlaczego nie mogłem się powstrzymać? Zadalem ostatni cios poważnie Cię raniąc, bo aż łamiąc rękę. Piekną, delikatną, czuła, ciepłą rękę. Po prostu wyjatkową. Jak cały Ty.
-Nienaidzę Cię! - wykrzyczałeś histerycznie, dławiąc się własnymi łzami. Śmiałem Ci się w twarz. -Nie chcę być z kims, kto zadaje mi ból! To koniec... - tu ściszyleś ton.
-To odejdź! Nie porzebuję Cię!
Od tego momentu nasze stosunki są calkowicie służbowe. Nidgy nie ośmieliłem się do Ciebie chociażby odezwać. Nie po tym.
Docieram pod budynek naszej wytwórni. Przecież jesteśmy dorośli, nie zaprzepaścilibyśmy naszego zespolu. Dla chlopaków. Powoli wchodzę za drzwi. Witam się z recepcjonistką i ruszam do windy. Po krótkiej podróży na ósme piętro, wchodzę do naszej sali prób. Nie ma w niej nikogo. Oprócz Ciebie. Nawet na mnie nie spoglądasz. Jesteś zajęty przegladaniem jakiegoś magazynu o modzie. Może to dziwne, ale brakuje mi tego. Brakuje mi nawet taszczenia Twoich zakupów i marnowania czasu w galeriach handlowych.
To... Tak niesamowicie boli..
Do moich oczu napływają łzy. Z początku tylko śiorbię lekko nosem. Podchodzę do swojej gitary i zakładam ją ...
-Nie Ruki, czarny i szeroki w zupelnosci wystarczy.
-Ale są tu w każdym kolorze, w każdym wzorze, robione ręcznie, maszynowo. A ty chcesz zwykły...?
-Taka, to tylko pasek do gitary. Zwykły, czarny i pewnie wyprodukowany w Chinach.
-... I tak cię kocham. - przytuliłeś się do mnie - Ale i tak nie będzie taki zwykły.. - zlapałeś za materiał i pocałoweś go. - Jest na nim kawałeczek mnie.
Może to dziwne, ale nadal czuję na nim Twój zapach, smak Twoich ust.
Nie wytrzymuję tego. Sciągam z siebie gitarę, lecz wypada mi ona z rąk. Uderza o podlogę z hukiem, łamiąc się. Chwilę później upadam na kolana. Płaczę. Płaczę z rozpaczy, z żalu, z poczucia winy... Z miłości do Ciebie.
Nagle się zrywasz i odwracasz w moją stronę. Podchodzisz do mnie i ujmujesz w dłoń mój podbródek. Też płaczesz. Słone strugi wydobywają się z Twoich oczu. Po chwili przytulasz się do mnie, całkowicie oddając się płaczu. Też się nie powstrzymuję. Nie potrafię. I nie chcę. Po jakimś czasie znów na mnie spoglądasz.
-Dłużej... Nie mogę. - i całujesz. Brakowało mi Twych cudownych słodkich ust. Niepewnie Cię obejmuję. Po chwili odrywamy się od siebie, ale nadal stykjąc się czołami.
-Nie potrafię bez Ciebie żyć. - szepczę, i przytulam mocniej. -Kocham Cię. Wybacz mi. - znów płaczę, bo wiem, że i tak mi nie wybaczysz.
Odgarniasz kosmyki moich włosów padające na twarz. Chwilę przygadsz mi się uważnie. Patrzysz głęboko w moje oczy. Zaraz jednak cicho się śmiejesz. Szydzisz...?
-Wybaczam. - łączysz nasze usta w pocałunku - Kocham Cię.
Ooo to było takie urocze.
OdpowiedzUsuńNa początku myślałam że ReiRei popełni samobójstwo. Ale mówi się trudno, taki koniec też jest zajebisty.
Pomyślę nad takimi zakończeniami na pewno.
OdpowiedzUsuńŚloczne *.*
OdpowiedzUsuńJakie to piękne. Smutne cholernie, ale przepiękne.
OdpowiedzUsuńWo. Takie krótkie a tyle uczuć... Ten fragment " Zaraz jednak cicho się śmiejesz. Szydzisz...?" Ciekawy, można by było dać inne zakończenie i Ruki by się zemścił. Normalnie zainspirowałaś mnie nim....
OdpowiedzUsuńDlaczego przerwałaś pisanie? ;; Wracaj
~Kayl