Gatunek: komedia, fluff
Ostrzeżenia: niedopracowane sceny erotyczne
Narracja: Reita
Czy wiecie co jest najgorsze w życiu każdego człowieka? Choć tak troszkę...?
To wam odpowiem: Nie! Nigdy czegoś tak okropnego nie doświadczyliście, gwarantuję to wam. Teraz pewnie ktoś zapyta: Dlaczego nie? Przecież każdy z nas jest człowiekiem, ma swoje wzloty i upadki, swoje racje, swoje rzeczy, które go przygnębiają, cieszą i tak dalej.
Ale żaden z was nie chodzi z Rukim, niestety. A może jednak stety?
Takanori jest osobą chyba najbardziej pożądaną w całym Gazetto. To on pisze teksty, wspaniale śpiewa (przyznaję się, że czasem gdy mam problem z zasypianiem, to proszę go o śpiewanie mi do ucha, z czego i tak zawsze wychodzi na to, że niebywale seksownie mruczy i w tego efekcie zaciągam go do łóżka. Resztę se sami wyobraźcie.), jest najbardziej z całego zespołu niewyżyty. Taa... No sami powiedzcie, to posuwanie barierek, to macanie mnie na koncertach, tudzież to molestowanie. Te wszystkie sesje (w moim rankingu na pierwszym miejscu jest oczywiście ta, gdzie zrobili z Rukiego króliczka z pejczem w dłoni.) i te ubrania, te pedalskie rurki, przez które musi ubierać długie koszulki, gdyż nieco za bardzo opinają go tu i tam.
Marzą o nim chyba wszystkie fanki... i fani... Ale oni nie wiedzą, jaki Takanori jest naprawdę.
Po pierwsze zachowuje się jak baba w ciąży. Ma ciągłe wachania nastrojów. W jednej chwili potrafi się przytulać i przymilać niczym mały kotek. Zaczepiać mnie, całować, macać, a w drugiej mieć pretensje, że zaciągam go do łóżka. No, ale... Sam chce.
Po drugie. Te jego głupie pomysły, jak na przykład ostatni. Zmusił mnie do założenia bokserek w serduszka. W dotatku różowe serduszka. A potem zarzucał mi, że jestem niemęski.
Jednak to i tak nie jest wszystko...
Najgorsze są jego fochy i obrazy. Jest w tym po prostu mistrzem! A wiecie na kim się to odbija? Na mnie, dla tych co jeszcze nie pojęli. Przed kilkunastoma minutami fochnął się, nawet nie wiem o co. A nie, wiem. Jak mu powiedziałem, co z nim za moment zrobię, to zwyzywał mnie i spoliczkował, a na końcu tupnął nogą jak diva i poszedł do sypialni. Teraz siedzi na łóżku z założonymi rękami na piersi i zgrywa przyzwoitkę. I wiecie co jeszcze? To ja muszę wystawiać na próbę swoją męskość i bycie stereotypowym seme. Właściwie seme to ja jestem wiadomo kiedy i poza tym, to Ruki nosi tu spodnie. No, ale wracając.
Właśnie zasuwam zamek od sukienki a'la śniezynka. Ta nie ma to jak chora fantazja Rukiego , słabość do świąt, zimy i tego typu gówienek. Założyłem jeszcze czapkę mikołaja i przeglądnąłem się w lusterku. Ta sukienka ledwo zakrywa mi tyłek! Poza tym... jestem facetem do cholery. No, ale czego się nie robi dla swojego skarba? Taka prawda, kocham go bardziej od swojego Rei-chana i byłbym w stanie iść w takim stroju nawet na koncert, żeby się tylko przestał fochać.
Wyszedłem z łazienki i podążyłem do sypialni, otworzyłem drzwi i zacząłem śpiewać.
-"Łen santa klaus is koming...." - ten odwrócił się szybko w moją stronę. Zlustrował moją sylwetkę i zachichotał cichutko.
Przewróciłem oczami i wstchnąłem cierpiętniczo. Położyłem ręce na biodra i zacząłem nimi kołysać, tak, że króciótka, czerwona sukienka zaczęła falować na tyle silnie, że spod niej wystawały moje czarne bokserki. Ruki oblizał się perwersyjnie, a jego oczy zaszkliły się. Niedobrze, zaczynam się podniecać. Przełknąłem głośno ślinę. Trzeba to w końcu załatwić.
-"Łen santa klaus is koming.." - ruszałem się w rytm "śpewanej" piosenki. Ruki wstał z łóżka
i podszedł do mnie. Otarł się policzkiem o moją rękę i powoli zaczął rozsuwać zamek znajdujący się z boku sukienki. -"...tu taałnn".
Skończyłem swój występ. Ruki całkiem zsunął ze mnie strój śnieżynki, pozostawiając mnie w samej bieliźnie.
-Tak ci lepiej. - zachichotał i pocałował mnie.
Powoli i bardzo czule. Od razu go objąłem, bardziej przyciągając do siebie. Wplotłem palce w jego miękkie włosy i zacząłem lizać go po dolnej wardze, czekając aż zaprosi mnie do środka. Tak też zrobił. Począłem badać jego policzki i podniebienie, a Ruki aż jęknął. W końcu przejął inicjatywę i zaplótł swój język z moim. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy zabrakło nam powietrza.
-Czyli już nie jesteś na mnie zły? - zapytałem go i zacząłem podciągać jego koszulkę do góry.
- Już nie - zaśmiał się i uniósł ręce do góry, bym mógł całkiem z niego ściągnąć górną warstwę odzieży.
Wziąłem Rukiego na ręce i położyłem na łóżku. Zanim jednak zacząłem się nim zajmować, to ściągnąłem z siebie czapkę mikołaja. Potem zawisłem nad nim i znowu go pocałowałem. Znowu powoli, bo po co się śpieszyć? Mamy przed sobą cały wieczór. No i noc. Blondynek zarzucił mi ręce na szyję i przymknął oczy. Jest cały mój. Mój i tylko mój. Gdy skończyliśmy się całować, zjechałem z pocałunkami na jego szyję, co chwilę robiąc malinki. Potem to samo robiłem na jego obojczykach i torsie. Ruki cały czas wdzychał uroczo z przyjemności jaką mu zadawałem. Uwielbiam to w nim. Jest taki delikatny.
Zacząłem kreślić językiem jakieś nieokreślone wzorki na jego brzuchu, potem wokół pępka, aż w końcu tuż przy linii jego spodni. Zauważyłem w nich już spore uwypuklenie. Nie będę go już męczył.
Powili rozpiąłem jego spodnie i zsunąłem je najpierw do kolan, a później już całkiem je sciągnąłem. Począłem całować go od łydki w górę, docierając do jego uda i jeszcze wyżej. Później zassałem się na jego biodrze, robiąc tam sporą malinkę. Na powrót dotarłem do jego bokserek i pocałowałem jego męskość przez ich materiał. Jęknął cicho. Był już nieźle podniecony, co dobrze było widać. Postanowiłem już go nie męczyć i dość szybko ściągnąłem z niego ostatnią część ubrania. Potem otarłem się o jego męskość policzkiem, na co mniejszy znów westchnął. Zaśmiałem się i wziąłem ją do ust. Postanowiłem się z nim nie bawić i od razu nadałem jego ulubione tempo. Co chwilę go przysysałem lub podgryzałem, a Takanori pojękiwał coraz głosniej i głośniej. Poczułem, że Rukiemu już niedużo zostało, więc trochę przyspieszyłem, lecz ten podniósł się i odepchnął moją głowę.
-Nie Aki. - pokręcił głową na boki. - Chcę cię już. - usmiechnął się pewnie i pchnął mnie na łóżko tak, że leżałem plecach. Ruki ze złowieszczym uśmiechem dosłownie zdarł ze mnie bokserki. A to diabełek. Zaczął bawić się mną. Inaczej nie da się tego określić. Delikatnie drapał mnie po torsie, potem po brzuchu, podbrzuszu, przygryzając tam moją skóre. A ja czułem się jak w niebie. Sięgnął do mojego penisa stojącego w pełnym wzwodzie. Zaczął nim wymachiwać na wszystkie strony, aż w końcu obrał tor " góra dół " . Odchyliłem mocno głowę w tył oddając się temu niezwykłemu doznaniu. Szybko jednak zaprzestał swoich działań, przez co jęknąłem z zawodu.
Spojrzałem na Rukiego, miał wypieki na twarzy, potargane włosy i lekko rozchylone usta. Wręcz ociekał seksem. Oblizałem się wulgarnie, patrząc mu głęboko w oczy. Wiedziałem jak to na niego zadziała.
Wręcz rzucił sie na mnie, zachłannie całując. Nie, to po prostu było ślinienie, gdyż robił to bardzo chaotycznie. Ale podobało mi się to i nawet nie próbowałem go spowalniać. Sięgnąłem na nakaslik, gdzie zawsze trzymałem tam nawilżacz. Gdy Ruki się ode mnie oderwał, podałem mu go, gdyż już doskonale wiedziałem, co zamierza zrobić. Otworzył buteleczkę i zaczął rozlewać substancję na sam czubek mojej męskości. Wdzrygnąłem sie czując lekkie zimno w tym czułym miejscu. Takanori znowu się usmiechnął i dokładnie rozsmarował lubrykant. W końcu kręcąc kusząco swoim tyłeczkiem, nakierował nim na mojego penisa. Za moment szybko nabił się na niego, krzycząc przez zaciśniete zeby. Wiedziałem, że mimo że to nie jest jego pierwszy raz, to i tak nie może się przyzwyczaić. Pogłaskałem go po ramieniu i chwyciłem za jego dłonie, splatając je z miomi. Takanori Zaczął poamału na mnie podskakiwać, kręcąc przy tym biodrami. W dodatku cały czas, mniej lub bardziej się na mnie zaciskal, dzięki czemu zacząłem głosno sapać. Trochę później i Ruki pozwolił sobie na sapanie. Ułozył sobie ręce na moim torsie i począł skakać po mnie z taką siłą, że łóżko aż zaczęło skrzypieć. Wbijał się prawie do końca, by póżniej powzwolić całkiem wychodzić mojej męskości z jego wnętrza. Coraz głośniej jeczał, co jeszcze bardziej mnie nakręcało. Postanowiłem mu więc trochę pomóc. Teraz wypychałem biodra w jego stronę, czując lekka przeszkodę. W tym momencie Ruki głośno krzyknął.
-O tak! Uhhh... - trafiałem w jego prostatę raz za razem, a on krzyczał, w ogóle się nie ograniczając. Jeszcze chwilę tak robilismy, a Takanori coraz bardziej drżał. W końcu zastygł w miejscu, nabijając się na mnie do końca i głośno krzyknal, spuszczając się na mój brzuch i tors. Tak mocno się na mnie zacisnął, że i ja doszedłem, rozlewając się w nim. Ruki opadł na mnie i głośno oddychał.
-Kocham cie. - sapnął, całując mnie w tors. Ostatkiem sił wstał ze mnie i położył się obok mnie. Przyciagnąłem go do siebie i odgarnąłem mu włosy z twarzy. Następnie czule cmoknałem go w czoło.
-Ja ciebie też. I to nawet nie wiesz jak bardzo.
Ale wiecie, czasami nawet lubię jak Ruki się na mnie focha.
niedziela, 29 grudnia 2013
piątek, 6 grudnia 2013
Oneshot - Reituki
PREZENT NA MIKOŁAJKI!
Gatunek- komiedia
Ostrzeżenia - Niedopracowane sceny erotyczne.
Narracja - Reita
Właśnie siedzieliśmy w naszej sali prób. Co jest w tym dziwnego? Zdaje się, że niby nic. A jednak. Siedzenie na kanapie o jedenastej rano w wytwórni jest widokiem dość dziwnym. Niepewnie spojrzałem na lidera, jakby obawiając się, że ze złości zaraz wstanie i pozabija wszystkich. Już nerwowo tupie nogami i rekami. To naprawdę przezażające. Będzie nas tu trzymał całą wieczność...
A to wszystko przez Rukiego! Wredny, mały krasnoludek! Musi się spóźniać akurat dzisiaj. Dzisiaj, szóstego grudnia, tym jednym dniu w roku, kiedy ubolewam nad swoim życiem. Już wczoraj obmysliłem co zrobię. A mianowicie: wezmę prysznic, wypiję dwa litry gorącej czekolady, wypłaczę się, bo nikt mnie nie chce, a na końcu będę grał na Xboxie w narciarstwo z przeszkodami, dopóki nie zemdleję ze zmęczenia. Niestety... Byłoby zbyt pięknie, żeby wszystko poszło po mojej mysli. Nagle klamka poruszyła się, a zza drzwi wyłonił się wokalista.
-Czeeeść! - krzyknął na cały głos - mam nadzieję, że długo nie czekaliscie. - Od ósmej? Nie wcale nie długo...
W tym momencie Kai podniósł się z kanapy i ruszył zamachnięty na wokalistę. Ten jednak sprawnie się odsunął, w efekcie czego lider doznał dość bliskiego spotkania z podlogą. Ruki zasyczal cicho. Zaczął szukać czegoś w swojej dość dużej , reklamówce (Boże jak on to uniósł?!) , aż w końcu wyciągnął tajemniczą rzecz, starannie zapakowaną w papier prezentowy i położył na plecach nadal leżącemu Tanabe. Znów zaczął szperać w reklamówce i wyjął dwie średniego rozmiaru torebki na prezenty. Wręczył je gitarzystom. Uśmiechnięci zajrzali do swoich prezentów i zaraz się zniechęcili.
-Ruki, co to jest? - zapytał śmiertelnie poważnie Aoi, wyciągając z pakunku plastikową, czerwoną butelkę.
-Lubrykant. - odpowiedział dumny z siebie jak paw.
-Możesz do cholery powiedzieć po co nam lubrykant? - powiedził równie poddenerwowany Uruha.
-No co? Na zapas!
Ale ja nic nie dostałem...
-Ruki, jestem pewny, że nie potrzebujemy Takich rzeczy - zawiadomił lider spokojnym głosem, gdy już wstal z podłogi.
-No proszę was! Są Mikołajki, powinno się kupować wszystkim prezenty.
-A co powiesz, na bardziej przyzwoite, hmm? - zaproponował starszy gitarzysta.
-Nie podoba mi się to. - pokręcił głową najmłodszy.
Ruki nakazał ruchem dłoni, żebym się posunął, co też zrobiłem. Od razu zajął koło mnie miejsce i poslał mi łobuzerski usmiech. W dodatku poczułem, jego rękę na moim kolanie. Zaraz ją odepchnąłem.
-Nie udawaj, że tego nie lubisz. - Szepnął mi do ucha.
W co on się ze mną bawi?
-Nie, nie lubię... - burknąłem.
I tak czuję się jak piąte koło u wozu. Chociażby dlatego, że tylko ja nie dostałem choćby lubrykantu. Nie, żeby coś, ale jak wszyscy, to wszyscy.
-Ruki do jasnej... - zadyszał wściekły Tanabe. Ciekawe co mu kupił, kamasutrę?
Obaj gitarzyści podeszli do lidera i na raz wybuchnęli śmiechem.
-Jak skutecznie opanować nerwy. - Wyższy przeczytal tytuł z okładki.
-W zestawie z płytą relaksujacą. - poprawił Aoi.
-Wiecie co? - nagle zakrzyczał lider - Odpuszczam! I sobie , i wam. Chyba nie jestem w stanie przeprowadzić dzisiaj już normalnej próby. Wychodzę do domu.. - sięgnął po swoją torbę i ruszył w kierunku wyjścia.
-Ale Kai... Lepsze to, niż "Tysiąc potraw z ziemniaka" - zachichotał Uruha
-Bo przecież nie lubisz ziemniaków! - znowu oboje zaczęli się śmiać.
Ha ha ha....
-Taa, to ja też już lecę.. wstałem z kanapy i odszukałem swoje klucze do mieszkania i samochodu. Ruki zatrzymał mnie.
-Jeszcze dostaniesz swój prezent - zamruczał wprost do mojego ucha i polizał je. Jednak na tyle dyskretnie, by nikt nie zauważył. Zadrżalem, a moich spodniach zrobiło się gorąco. Za gorąco.
Już się nie odezwałem, tylko jeszcze raz odwróciłem. Ruki tłumaczył coś Urusze, a potem oboje zaczęli chichotać. To podejrzane. Bardzo podejrzane.
Nie zwlekając już, skierowałem się do wyjścia. Jeszcze na parkingu długo myślałem o tym, co zrobił wokalista. Nie, żebym mial na niego chcicę, ale... Naprawdę miło byłoby wejść w niego... Potrząsnąłem głową. Ja i takie myśli. Niemożliwe.
Gdy dotarłem do domu, od razu postanowiłem wziąć kapiel. Niby miał to być krotki prysznic, ale jednak. Muszę ochlonąć. Otworzyłem drzwi do łazienki i od razu odkręciłem kran, pozwalając by woda swobodnie lała się do wanny. Zrzuciłem z siebie ubrania i ściągnąłem bandamę z nosa, następnie wszedłem do wanny sycząc trochę, ponieważ woda była jednak zbyt gorąca. To wspaniałe uczucie. W dodatku strasznie odpręża. Sięgnąłem po żel pod prysznic i starannie się umyłem, nie zapominając o żadnej części ciała. Następnie ulożyłem się wygodniej i przymknąłem oczy. Idealnie. Do szczęścia brakuje mi już tylko białego wina. Gdy woda zrobiła się już chłodna, wyszedłem z wanny i wypuściłem z niej wodę. Wytarłem się ręcznikiem i zawiązałem go wokół bioder. Postanowiłem sobie coś zjeść. No w końcu śniadanie jadłem o jakiejś siódmej trzydzieści, a jest... Spojrzałem na zegarek. Piętnasta. Ale ten czas leci. Zajrzłlem do szafki i oprócz niezliczonej ilości kitkatów, żelków, bananów znalazłem też płatki śniadaniowe. I to cynamonowo-czekoladowe.
Wyjałem z lodówki mleko i nalałem je do miski, a potem wsypałem płatki i zagrzałem wszystko w mikrofalówce. W końcu jestem facetem i "gotuję" tak jak na samotnego faceta przystało. Już za moment moja kucharka mikrofalówka ogłosila, że mogę jeść. Zabrałem się za pałaszowanie tego pysznego "obiadu" i już za kilka minut miska była pusta, a ja najedzony. Czyli rezygnuję z gorącej czekolady.
Przeniosłem się do salonu i podlaczyłem Xboxa z kinectem do telewizora. Postanowiłem, że narciarstwo z przeszkodami może się nie sprawdzić z pełnym żołądkiem, więc włączyłem baseball. Naprawdę świetnie się bawiłem, ale już po dwóch godzinach rozbolały mnie ręce od wymachiwania nimi. Czuję, że będę miał zakwasy życia...
Opadłem na sofę, dysząc jakbym własnie przegbiegł maraton. Powieki zaczęły mi mimowolnie opadać, jednak ktoś mi na to nie pozwolił, gdyż mocno mną potrząsnął.
Odwróciłem się w tył i zobaczyłem Rukiego ubranego w same bokserki. Włosy miał lekko zmierzwione, ale to dodawało mu.. seksapilu. Tak, wygladał nieziemsko seksownie i... O zgrozo, w ręce trzymal czarny, skórzany pejcz.
-O kurwa... - tyle udało mi powiedzieć. - Ale mam realistyczny sen.
-To nie jest sen głupku.
Młodszy zachichotał i podszedł do mnie. Przejechał pejczem od mojej brody, po tors, brzuch, zatrzymując się dopiero przy ręczniku. No tak, nie założyłem żadnych ubrań. Poczułem gorąco w dolnych partiach ciala. Nagle oprzytomniałem.
-Ale co tu robisz? Jak tu wszedłeś? - zapytałem
-Obiecalem ci coś. - Mruknął i usiadł na mnie okrakiem. Zaczął się ocierać. Jęknąłem. - Poza tym nigdy nie zamykasz drzwi.
-Niby co?
-Prezent. - wzruszył ramionami i wstał ze mnie. - Gwarantuję ci, że nigdy nie zapomnisz tego dnia. Tylko, czy chcesz?
-Co chcę? - przełknąłem ślinę, jak zaczął przesuwać zabawką po moim udzie i jeszcze wyżej, podwijając ręcznik.
-Mnie. - Zmusił mnie, bym wstał, a potem lekko pociagnął w dół i zatopił swoje pełne, słodkie usteczka w moich. Całował tak łapczywie, jakby bał się, że zaraz go odepchnę. I nie mylił się bo tak zrobiłem.
-Coś nie tak? - Zapytał niby obojętnie, ale dało się wyczuć odrobinę smutku.
-Tak... - Spóścił głowę w dół. Ująłem jego brodę i zmusiłem, by znów na mnie spojrzał. - Spieszy ci sie gdzieś?
-Co?
W odpowiedzi zaśmiałem się tylko i ponownie złączyłem nasze usta. Tym razem spokojniej. Polizałem jego dolną wargę, a on grzecznie uchylił usta. Włozyłem język do jego jamy ustnej i zacząłem badać każdy jej kawałek. A wszystko to robilismy bardzo czule i powoli. Idealnie. Gdy zabrakło nam powietrza oderwaliśmy się od siebie.
-Więc na Mikołajki dostałem ciebie..?
-Tak. - usmiechnął się pewnie.
-Czyli mogę z tobą zrobić, co zechcę? - Kiwnął głową.
Wziąłem go na ręce i zaniosłem do sypialni. Tam delikatnie ułożyłem na łóżku, ściągając z niego wcześniej kołdrę.
-Rei? - szepnął ledwo słyszalnie. Uniosłem na niego wzrok. - Chcę to dobrze zapamiętać.
-Robiłeś to już kiedyś? - zapytałem prosto z mostu. Chcę wiedzieć na ile mogę sobie pozwolić.
-... Nie... Ale i tak nie chcę, żebyś był delikatny.
Prawde mówiąc zaszokowało mnie to. Jest bardzo pewny siebie. No, ale skoro tak chce, to co się będę ograniczał.
Ściągnałem z siebie ręcznik i wziąłem mu z ręki pejcz, który nadal tak uparcie trzymał. Przejechałem nim tak, jak on wcześniej po mnie, tylko zachaczyłem o jego bokserki tak, że całkiem zsunęły się z jego jednego boku. Mmm... Podniecające.
-Trzymaj ręce nad głową. - Poprosiłem, lecz nie posłuchał mnie. Dałem mu porządny cios w biodro. Jęknął i grzecznie podniósł ręce do gory. - Grzeczny chopczyk.
Znowu go pocałowałem, tym razem naprawdę szybko. Następnie zjechałem na szyję, gdzie wielokrotnie zassałem się na jego skórze, robiąc malinki. Była taka gładka i miała subtelny zapach. Potem na tors, gdzie co chwilę zahaczałem o jego sutki. Zaczął pojękiwać. O tak, podoba mi się to. Gdy dotarłem do podbrzusza, całkiem ściągnąłem z niego bokserki. Zacząłem drażnić jego meskość pejczem. Spodobało mu się. Ciekawe, co powie na to...
-Aaa! - Krzyknął, gdy wymierzyłem mu cios w to czułe miejsce.
Ale zaraz, coś sobie przypomniałem. Sięgnąłem do szafki nocnej skąd wyjałem wibrator. Ruki spojrzał na mnie zaszokowany.
-Skad ty..? - Zaraz uciszyłem go pocałunkiem.
-To długa historia.
Nacisnąłem przycisk i włączyłem urządzenie.Nie było dużej wielkości, właściwe było stosunkowo małe, więc idealne, żeby rozciągnąć Takę. Prawdę mowiąc dostałem go na urodziny od znajomych. I nie potrafiłem go wyrzucić, bo zawsze uwważałem, że na coś się kiedyś przyda. Miałem rację. Ustawiłem zabawkę na najmniejsze obroty i delikatnie włożyłem ją w dziurkę Rukiego. Jęknął i zacisnął ręcę na pościeli. Postanowiłem się z nim teraz trochę podroczyć.
-Czego byś teraz chciał? - Dotknąłem czubka jego penisa, który stał przede mną na baczność.
- Weź mnie usta.
-To był rozkaz?
-Akira proszę, weź mnie w usta! Błagam!
Podkręciłem obroty wibratora i wziąłem go w usta, tak jak chciał. Za chwilę jednak wysunąłem go z ust.
-Nie wolno ci dojść!
-Co?! Jak mam niby..? - Zaczął coś mówić, lecz dostał ode mnie w twarz.
-Nie wolno.
-Tak.
-Tak, co? - Zapytałem z udawanym rozdrażnieniem. - Kim dla ciebie jestem?
-Panem.
-A ty?
-Twoją suką.
-Grzeczny chłopczyk.
Ponownie włożyłem jego męskość do ust. Miała słodki posmak. Co więcej, smakowała mi. Zacząłem drażnić go językiem i co chwilę podgryzać. Robiłem to ostro, wręcz barbarzyńskio, a Ruki cały już drżal. Widać było, że ledwo już wytrzymuje. Kiedy był już na granicy wytrzymałości, dokonałem jeszcze kilka dobitnych ruchów, mysląc, że dojdzie, ale tego nie zrobił. Wyjąłem go z ust i zrównałem się z nim czołem. Widać, że jest mi posłuszny. Pocałowałem go szybko i wyjąłem wibrator z jego wnetrza. Chcę już ten jego seksowny tyłeczek. Znów schyliłem się do szafki nocnej i wyjąłem z niej lubrykant.
-Chcesz mnie? - zapytałem.
-Tak, błagam.
-To mnie przygotuj.
Ruki zaraz wstał i pchnął mnie na łóżko. Od razu ujął mój członek w dłoń i włożył sobie do ust. Ma taki sprawny język, doprowadza mnie tym do szaleństwa. Szybko jednak przerwał, wylał na niego dużą ilość lubrykantu. Dokładnie rozsmarował go ręką, a potem polizał.
-Mmm... uwielbiam wanilę. - I znów zassał się na główce. Było to tak cholernie przyjemne, że w końcu go odepchnąłem od siebie, gdyż zaraz pewnnie bym doszedł. Takanori znów usadowił się pode mną.
-Rozłóż nóżki kochanie. - poprosiłem, a Ruki spełnił moją prośbę. - Dziekuję.
Podkuliłem mu kolana i naparlem na niego. Chwilę później wszedłem w niego jednym, płynnym ruchem. Ruki krzyknął głośno. Jednak nie był to krzyk bólu. Dało się w tym dźwięku wyczuć również rozkosz. Począłem ostro i mocno w niego wchodzić, a Mały tylko jęczał i wił się pode mną. W ogóle nie byłem delikatny. Nawet tego nie chiał. Raz za razem atakowałem jego wnętrze, w pewnym momencie czując, że niemal rozrywam go od środka. Nagle wszedłem w niego pod innym kątem, na co Ruki znowu krzyknął.
-Tam! Błagam! - spełniłem jego prośby. Jeszcze kilka razy w niego uderzyłem, po czym spuśił się na moj brzuch z donośnym krzykiem. Tak cudownie się na mnie zacisnął, dzięki czemu stał się jeszcze bardziej ciasny. Również nie wytrzymałem i rozlałem się w nim krzycząc przez zaciśnięte zęby jego imię. Chwilę później wysunąłem się z niego. Opadłem obok niego na łóżko, wciąż ciężko dysząc.
-Najlepszy Orgazm.W.Moim.Życiu. - Wysapałem, gdy w miarę udało mi się ocucić.
-Mój też. - uśmiechnął się i wtulił we mnie. - Aki, czy... Czy to był tylko jeden raz? - spojrzałem na niego.
-Bo ja cię naprawdę kocham - położył głowę na moim torsie. Poczułem ciepłe ukłucie w sercu.
-Nie wiem, jak to mozliwe, ale zakochałem się w tobie w jeden wieczór. I raczej nic nie wskazuje na to, bym się odkochał. - Pocałowałem go we włosy.
Takanori, jesteś najlepszym prezentem na świecie.
Gatunek- komiedia
Ostrzeżenia - Niedopracowane sceny erotyczne.
Narracja - Reita
Właśnie siedzieliśmy w naszej sali prób. Co jest w tym dziwnego? Zdaje się, że niby nic. A jednak. Siedzenie na kanapie o jedenastej rano w wytwórni jest widokiem dość dziwnym. Niepewnie spojrzałem na lidera, jakby obawiając się, że ze złości zaraz wstanie i pozabija wszystkich. Już nerwowo tupie nogami i rekami. To naprawdę przezażające. Będzie nas tu trzymał całą wieczność...
A to wszystko przez Rukiego! Wredny, mały krasnoludek! Musi się spóźniać akurat dzisiaj. Dzisiaj, szóstego grudnia, tym jednym dniu w roku, kiedy ubolewam nad swoim życiem. Już wczoraj obmysliłem co zrobię. A mianowicie: wezmę prysznic, wypiję dwa litry gorącej czekolady, wypłaczę się, bo nikt mnie nie chce, a na końcu będę grał na Xboxie w narciarstwo z przeszkodami, dopóki nie zemdleję ze zmęczenia. Niestety... Byłoby zbyt pięknie, żeby wszystko poszło po mojej mysli. Nagle klamka poruszyła się, a zza drzwi wyłonił się wokalista.
-Czeeeść! - krzyknął na cały głos - mam nadzieję, że długo nie czekaliscie. - Od ósmej? Nie wcale nie długo...
W tym momencie Kai podniósł się z kanapy i ruszył zamachnięty na wokalistę. Ten jednak sprawnie się odsunął, w efekcie czego lider doznał dość bliskiego spotkania z podlogą. Ruki zasyczal cicho. Zaczął szukać czegoś w swojej dość dużej , reklamówce (Boże jak on to uniósł?!) , aż w końcu wyciągnął tajemniczą rzecz, starannie zapakowaną w papier prezentowy i położył na plecach nadal leżącemu Tanabe. Znów zaczął szperać w reklamówce i wyjął dwie średniego rozmiaru torebki na prezenty. Wręczył je gitarzystom. Uśmiechnięci zajrzali do swoich prezentów i zaraz się zniechęcili.
-Ruki, co to jest? - zapytał śmiertelnie poważnie Aoi, wyciągając z pakunku plastikową, czerwoną butelkę.
-Lubrykant. - odpowiedział dumny z siebie jak paw.
-Możesz do cholery powiedzieć po co nam lubrykant? - powiedził równie poddenerwowany Uruha.
-No co? Na zapas!
Ale ja nic nie dostałem...
-Ruki, jestem pewny, że nie potrzebujemy Takich rzeczy - zawiadomił lider spokojnym głosem, gdy już wstal z podłogi.
-No proszę was! Są Mikołajki, powinno się kupować wszystkim prezenty.
-A co powiesz, na bardziej przyzwoite, hmm? - zaproponował starszy gitarzysta.
-Nie podoba mi się to. - pokręcił głową najmłodszy.
Ruki nakazał ruchem dłoni, żebym się posunął, co też zrobiłem. Od razu zajął koło mnie miejsce i poslał mi łobuzerski usmiech. W dodatku poczułem, jego rękę na moim kolanie. Zaraz ją odepchnąłem.
-Nie udawaj, że tego nie lubisz. - Szepnął mi do ucha.
W co on się ze mną bawi?
-Nie, nie lubię... - burknąłem.
I tak czuję się jak piąte koło u wozu. Chociażby dlatego, że tylko ja nie dostałem choćby lubrykantu. Nie, żeby coś, ale jak wszyscy, to wszyscy.
-Ruki do jasnej... - zadyszał wściekły Tanabe. Ciekawe co mu kupił, kamasutrę?
Obaj gitarzyści podeszli do lidera i na raz wybuchnęli śmiechem.
-Jak skutecznie opanować nerwy. - Wyższy przeczytal tytuł z okładki.
-W zestawie z płytą relaksujacą. - poprawił Aoi.
-Wiecie co? - nagle zakrzyczał lider - Odpuszczam! I sobie , i wam. Chyba nie jestem w stanie przeprowadzić dzisiaj już normalnej próby. Wychodzę do domu.. - sięgnął po swoją torbę i ruszył w kierunku wyjścia.
-Ale Kai... Lepsze to, niż "Tysiąc potraw z ziemniaka" - zachichotał Uruha
-Bo przecież nie lubisz ziemniaków! - znowu oboje zaczęli się śmiać.
Ha ha ha....
-Taa, to ja też już lecę.. wstałem z kanapy i odszukałem swoje klucze do mieszkania i samochodu. Ruki zatrzymał mnie.
-Jeszcze dostaniesz swój prezent - zamruczał wprost do mojego ucha i polizał je. Jednak na tyle dyskretnie, by nikt nie zauważył. Zadrżalem, a moich spodniach zrobiło się gorąco. Za gorąco.
Już się nie odezwałem, tylko jeszcze raz odwróciłem. Ruki tłumaczył coś Urusze, a potem oboje zaczęli chichotać. To podejrzane. Bardzo podejrzane.
Nie zwlekając już, skierowałem się do wyjścia. Jeszcze na parkingu długo myślałem o tym, co zrobił wokalista. Nie, żebym mial na niego chcicę, ale... Naprawdę miło byłoby wejść w niego... Potrząsnąłem głową. Ja i takie myśli. Niemożliwe.
Gdy dotarłem do domu, od razu postanowiłem wziąć kapiel. Niby miał to być krotki prysznic, ale jednak. Muszę ochlonąć. Otworzyłem drzwi do łazienki i od razu odkręciłem kran, pozwalając by woda swobodnie lała się do wanny. Zrzuciłem z siebie ubrania i ściągnąłem bandamę z nosa, następnie wszedłem do wanny sycząc trochę, ponieważ woda była jednak zbyt gorąca. To wspaniałe uczucie. W dodatku strasznie odpręża. Sięgnąłem po żel pod prysznic i starannie się umyłem, nie zapominając o żadnej części ciała. Następnie ulożyłem się wygodniej i przymknąłem oczy. Idealnie. Do szczęścia brakuje mi już tylko białego wina. Gdy woda zrobiła się już chłodna, wyszedłem z wanny i wypuściłem z niej wodę. Wytarłem się ręcznikiem i zawiązałem go wokół bioder. Postanowiłem sobie coś zjeść. No w końcu śniadanie jadłem o jakiejś siódmej trzydzieści, a jest... Spojrzałem na zegarek. Piętnasta. Ale ten czas leci. Zajrzłlem do szafki i oprócz niezliczonej ilości kitkatów, żelków, bananów znalazłem też płatki śniadaniowe. I to cynamonowo-czekoladowe.
Wyjałem z lodówki mleko i nalałem je do miski, a potem wsypałem płatki i zagrzałem wszystko w mikrofalówce. W końcu jestem facetem i "gotuję" tak jak na samotnego faceta przystało. Już za moment moja kucharka mikrofalówka ogłosila, że mogę jeść. Zabrałem się za pałaszowanie tego pysznego "obiadu" i już za kilka minut miska była pusta, a ja najedzony. Czyli rezygnuję z gorącej czekolady.
Przeniosłem się do salonu i podlaczyłem Xboxa z kinectem do telewizora. Postanowiłem, że narciarstwo z przeszkodami może się nie sprawdzić z pełnym żołądkiem, więc włączyłem baseball. Naprawdę świetnie się bawiłem, ale już po dwóch godzinach rozbolały mnie ręce od wymachiwania nimi. Czuję, że będę miał zakwasy życia...
Opadłem na sofę, dysząc jakbym własnie przegbiegł maraton. Powieki zaczęły mi mimowolnie opadać, jednak ktoś mi na to nie pozwolił, gdyż mocno mną potrząsnął.
Odwróciłem się w tył i zobaczyłem Rukiego ubranego w same bokserki. Włosy miał lekko zmierzwione, ale to dodawało mu.. seksapilu. Tak, wygladał nieziemsko seksownie i... O zgrozo, w ręce trzymal czarny, skórzany pejcz.
-O kurwa... - tyle udało mi powiedzieć. - Ale mam realistyczny sen.
-To nie jest sen głupku.
Młodszy zachichotał i podszedł do mnie. Przejechał pejczem od mojej brody, po tors, brzuch, zatrzymując się dopiero przy ręczniku. No tak, nie założyłem żadnych ubrań. Poczułem gorąco w dolnych partiach ciala. Nagle oprzytomniałem.
-Ale co tu robisz? Jak tu wszedłeś? - zapytałem
-Obiecalem ci coś. - Mruknął i usiadł na mnie okrakiem. Zaczął się ocierać. Jęknąłem. - Poza tym nigdy nie zamykasz drzwi.
-Niby co?
-Prezent. - wzruszył ramionami i wstał ze mnie. - Gwarantuję ci, że nigdy nie zapomnisz tego dnia. Tylko, czy chcesz?
-Co chcę? - przełknąłem ślinę, jak zaczął przesuwać zabawką po moim udzie i jeszcze wyżej, podwijając ręcznik.
-Mnie. - Zmusił mnie, bym wstał, a potem lekko pociagnął w dół i zatopił swoje pełne, słodkie usteczka w moich. Całował tak łapczywie, jakby bał się, że zaraz go odepchnę. I nie mylił się bo tak zrobiłem.
-Coś nie tak? - Zapytał niby obojętnie, ale dało się wyczuć odrobinę smutku.
-Tak... - Spóścił głowę w dół. Ująłem jego brodę i zmusiłem, by znów na mnie spojrzał. - Spieszy ci sie gdzieś?
-Co?
W odpowiedzi zaśmiałem się tylko i ponownie złączyłem nasze usta. Tym razem spokojniej. Polizałem jego dolną wargę, a on grzecznie uchylił usta. Włozyłem język do jego jamy ustnej i zacząłem badać każdy jej kawałek. A wszystko to robilismy bardzo czule i powoli. Idealnie. Gdy zabrakło nam powietrza oderwaliśmy się od siebie.
-Więc na Mikołajki dostałem ciebie..?
-Tak. - usmiechnął się pewnie.
-Czyli mogę z tobą zrobić, co zechcę? - Kiwnął głową.
Wziąłem go na ręce i zaniosłem do sypialni. Tam delikatnie ułożyłem na łóżku, ściągając z niego wcześniej kołdrę.
-Rei? - szepnął ledwo słyszalnie. Uniosłem na niego wzrok. - Chcę to dobrze zapamiętać.
-Robiłeś to już kiedyś? - zapytałem prosto z mostu. Chcę wiedzieć na ile mogę sobie pozwolić.
-... Nie... Ale i tak nie chcę, żebyś był delikatny.
Prawde mówiąc zaszokowało mnie to. Jest bardzo pewny siebie. No, ale skoro tak chce, to co się będę ograniczał.
Ściągnałem z siebie ręcznik i wziąłem mu z ręki pejcz, który nadal tak uparcie trzymał. Przejechałem nim tak, jak on wcześniej po mnie, tylko zachaczyłem o jego bokserki tak, że całkiem zsunęły się z jego jednego boku. Mmm... Podniecające.
-Trzymaj ręce nad głową. - Poprosiłem, lecz nie posłuchał mnie. Dałem mu porządny cios w biodro. Jęknął i grzecznie podniósł ręce do gory. - Grzeczny chopczyk.
Znowu go pocałowałem, tym razem naprawdę szybko. Następnie zjechałem na szyję, gdzie wielokrotnie zassałem się na jego skórze, robiąc malinki. Była taka gładka i miała subtelny zapach. Potem na tors, gdzie co chwilę zahaczałem o jego sutki. Zaczął pojękiwać. O tak, podoba mi się to. Gdy dotarłem do podbrzusza, całkiem ściągnąłem z niego bokserki. Zacząłem drażnić jego meskość pejczem. Spodobało mu się. Ciekawe, co powie na to...
-Aaa! - Krzyknął, gdy wymierzyłem mu cios w to czułe miejsce.
Ale zaraz, coś sobie przypomniałem. Sięgnąłem do szafki nocnej skąd wyjałem wibrator. Ruki spojrzał na mnie zaszokowany.
-Skad ty..? - Zaraz uciszyłem go pocałunkiem.
-To długa historia.
Nacisnąłem przycisk i włączyłem urządzenie.Nie było dużej wielkości, właściwe było stosunkowo małe, więc idealne, żeby rozciągnąć Takę. Prawdę mowiąc dostałem go na urodziny od znajomych. I nie potrafiłem go wyrzucić, bo zawsze uwważałem, że na coś się kiedyś przyda. Miałem rację. Ustawiłem zabawkę na najmniejsze obroty i delikatnie włożyłem ją w dziurkę Rukiego. Jęknął i zacisnął ręcę na pościeli. Postanowiłem się z nim teraz trochę podroczyć.
-Czego byś teraz chciał? - Dotknąłem czubka jego penisa, który stał przede mną na baczność.
- Weź mnie usta.
-To był rozkaz?
-Akira proszę, weź mnie w usta! Błagam!
Podkręciłem obroty wibratora i wziąłem go w usta, tak jak chciał. Za chwilę jednak wysunąłem go z ust.
-Nie wolno ci dojść!
-Co?! Jak mam niby..? - Zaczął coś mówić, lecz dostał ode mnie w twarz.
-Nie wolno.
-Tak.
-Tak, co? - Zapytałem z udawanym rozdrażnieniem. - Kim dla ciebie jestem?
-Panem.
-A ty?
-Twoją suką.
-Grzeczny chłopczyk.
Ponownie włożyłem jego męskość do ust. Miała słodki posmak. Co więcej, smakowała mi. Zacząłem drażnić go językiem i co chwilę podgryzać. Robiłem to ostro, wręcz barbarzyńskio, a Ruki cały już drżal. Widać było, że ledwo już wytrzymuje. Kiedy był już na granicy wytrzymałości, dokonałem jeszcze kilka dobitnych ruchów, mysląc, że dojdzie, ale tego nie zrobił. Wyjąłem go z ust i zrównałem się z nim czołem. Widać, że jest mi posłuszny. Pocałowałem go szybko i wyjąłem wibrator z jego wnetrza. Chcę już ten jego seksowny tyłeczek. Znów schyliłem się do szafki nocnej i wyjąłem z niej lubrykant.
-Chcesz mnie? - zapytałem.
-Tak, błagam.
-To mnie przygotuj.
Ruki zaraz wstał i pchnął mnie na łóżko. Od razu ujął mój członek w dłoń i włożył sobie do ust. Ma taki sprawny język, doprowadza mnie tym do szaleństwa. Szybko jednak przerwał, wylał na niego dużą ilość lubrykantu. Dokładnie rozsmarował go ręką, a potem polizał.
-Mmm... uwielbiam wanilę. - I znów zassał się na główce. Było to tak cholernie przyjemne, że w końcu go odepchnąłem od siebie, gdyż zaraz pewnnie bym doszedł. Takanori znów usadowił się pode mną.
-Rozłóż nóżki kochanie. - poprosiłem, a Ruki spełnił moją prośbę. - Dziekuję.
Podkuliłem mu kolana i naparlem na niego. Chwilę później wszedłem w niego jednym, płynnym ruchem. Ruki krzyknął głośno. Jednak nie był to krzyk bólu. Dało się w tym dźwięku wyczuć również rozkosz. Począłem ostro i mocno w niego wchodzić, a Mały tylko jęczał i wił się pode mną. W ogóle nie byłem delikatny. Nawet tego nie chiał. Raz za razem atakowałem jego wnętrze, w pewnym momencie czując, że niemal rozrywam go od środka. Nagle wszedłem w niego pod innym kątem, na co Ruki znowu krzyknął.
-Tam! Błagam! - spełniłem jego prośby. Jeszcze kilka razy w niego uderzyłem, po czym spuśił się na moj brzuch z donośnym krzykiem. Tak cudownie się na mnie zacisnął, dzięki czemu stał się jeszcze bardziej ciasny. Również nie wytrzymałem i rozlałem się w nim krzycząc przez zaciśnięte zęby jego imię. Chwilę później wysunąłem się z niego. Opadłem obok niego na łóżko, wciąż ciężko dysząc.
-Najlepszy Orgazm.W.Moim.Życiu. - Wysapałem, gdy w miarę udało mi się ocucić.
-Mój też. - uśmiechnął się i wtulił we mnie. - Aki, czy... Czy to był tylko jeden raz? - spojrzałem na niego.
-Bo ja cię naprawdę kocham - położył głowę na moim torsie. Poczułem ciepłe ukłucie w sercu.
-Nie wiem, jak to mozliwe, ale zakochałem się w tobie w jeden wieczór. I raczej nic nie wskazuje na to, bym się odkochał. - Pocałowałem go we włosy.
Takanori, jesteś najlepszym prezentem na świecie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)